Australia

Australia sama w sobie jest marzeniem dla Wielu z nas… Jednak po wizycie w Nowej Zelandii i wszystkim co zobaczyliśmy, ciężko było nam wyobrazić sobie coś jeszcze piękniejszego… Od początku zastanawialiśmy się, jak zaplanować australijską część naszej wyprawy, która wypadała w porze jesienno-zimowej. Wiedzieliśmy, że spanie w kamperze może być dość trudne i ze Australia, którą zobaczymy może różnić się od tej na pocztówkach (czyli surferzy, święty Mikołaj w kąpielówkach i wszędobylskie kanguryJ). Ostatecznie zdecydowaliśmy się polecieć do Melbourne, spędziliśmy kilka dni w mieście, uznawanym za jedno z najlepszych miejsc do życia (potwierdzamy!), a stamtąd wyruszyliśmy na Great Ocean Road. Wypożyczyliśmy auto w ramach tzw. relokacji: płacimy tylko za ubezpieczenie, koszt wynajmu i czasami nawet paliwa pokrywa firma wynajmująca, warunek jest jeden: trzeba ów samochód dostarczyć z jednego miasta do drugiego w określonym czasie. W naszym przypadku wystarczyło na podróż po Great Ocean Road i Dwunastu Apostołów oraz dojazd wybrzeżem do Sydney. W Sydney mieliśmy spędzić kilka dni… z kilku dni zrobiły się dwa tygodnie, bo szczerze pokochaliśmy to miasto! Planowo mieliśmy dalej wyruszyć wybrzeżem aż do Cairns, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na samolot. Głównie z powodu braku fajnych ofert relokacji, ale również po doświadczeniach trasy z Melbourne do Sydney usłanej martwymi kangurami po dwóch stronach jezdni (widzieliśmy więcej martwych kangurów niż żywych…). Natomiast Cairns i Wielka Rafa Koralowa to jedno z bardziej autentycznych miejsc w Australii, które odwiedziliśmy. Można tam spotkać Aborygenów, poczuć całkiem inny klimat niż w dużych miastach i co najważniejsze: poczuć się jak na wakacjachJ

Spędziliśmy w Australii miesiąc i myślę ze kolejne dwa miesiące byłyby niezbędne, żeby wyruszyć wgląb wyspy i na zachód. Widzieliśmy niesamowite zwierzaki: stanęliśmy oko w oko z misiem koala, kangurami, wombatem, pelikanami, pająkami i przepięknym podwodnym światem na rafie. Australia to jedyne miejsce, gdzie na wolności żyje tyle ‘egzotycznych’ dla nas zwierząt. Obalamy mity, że tam wszystko może nas zabić. Owszem istnieje ryzyko spotkania węży, krokodyli czy jellyfish, ale jest ono naprawdę niewielkie! Zapraszamy do galerii!